European Best Destination
  • 17.6 ºC / 63.7 ºF   
  • Miasto Gdańsk
  • PL / EN / DE / SE

Mia i Jani zwiedzają Gdańsk

Młoda para Finów z miasta Turku, Mia i Jani to szczęśliwe małżeństwo z dwójką dzieci. Po sześciu latach od ostatniej wspólnej wyprawy we dwoje, postanowili wyrwać się z rodzinnej Finlandii, a ich wybór to… Gdańsk.

A
A
data publikacji: 25 listopada 2016 r.

Z reguły opisujemy doświadczenia naszych gości, ale tym razem tego nie zrobimy. Tutaj znajdziecie Państwo oryginał tekstu, który napisała towarzysząca parze dziennikarka.

Problemy z fińskim? Spokojnie! Przetłumaczyliśmy tekst z tego języka (łatwo nie było…) więc każdy może się z nim zapoznać.

Jakie plany zwiedzania mieli goście? Co szczególnie im się spodobało, a co zaskoczyło? Przekonajcie się sami!



Tekst: Sanna Keskitalo


We dwoje nad dachami Gdańska

Co robi zapracowana na co dzień para rodziców, kiedy znajdzie się sama w Gdańsku? Oboje odkrywają muzea, wspinają się ponad szczyty miejskich dachów, rozkoszują się kolacją - i - myślą o powrocie.

Mia Rosén-Havia i Jani-Mikko Havia, pochodzący z fińskiego Turku, po raz ostatni raz bez dzieci podróżowali ponad sześć lat temu. Nic więc dziwnego, że kiedy wzięli udział w konkursie „Z Turku w przestworza”, marzyli przede wszystkim o podróży we dwoje.

Ostatni raz we dwoje pojechaliśmy właśnie do Gdańska i dlatego teraz znowu zapragnęliśmy go zobaczyć – opowiada uśmiechnięta Mia na lotnisku w Turku.

Sześcioletnią córką i czteroletnim synem opiekuje się w tym czasie babcia.

Nasza córeczka na pewno chciałaby przyjechać tu z nami. Dlatego oglądamy to miasto pod kątem naszego następnego pobytu tutaj już z dziećmi – wyznają Mia i Jani-Mikko.

Po ponad godzinnym locie para wdycha już ciepłe, środkowoeuropejskie, jesienne powietrze Gdańska. W tym czasie nie dojedzie się nawet z Turku do Helsinek, a obecnie z Turku do Gdańska połączenia lotnicze są pięć razy w tygodniu.

Ale co poza wygodnym lotem sprawiło, że wybór padł właśnie na Gdańsk?

To zasługa czarującej starówki i jej spokojnej atmosfery – stwierdza Jani-Mikko.

Z poprzedniej wizyty w mieście zostało nam jeszcze wiele do zobaczenia – dodaje Mia, która ma już na myśli jedno konkretne miejsce.

Chciałabym wspiąć się na wieżę Bazyliki Mariackiej i obejrzeć miasto z góry.

Przed wspinaczką trzeba jednak coś zjeść. Siadamy w knajpce stylizowanej na francuskie bistro.

Z fińskiej perspektywy ceny w menu wydają się bardzo korzystne. Mia i Jani-Mikko kończą swój obiad tradycyjnym sernikiem.

Smakuje jak środek fińskiej bułeczki z twarogiem – degustuje Mia.


Po obiedzie czas spełnić obietnicę o wspinaczce na wieżę największej na świecie świątyni zbudowanej z cegły. Ciasne i strome spiralne schody wciągają w ciemną masę cegieł. Na schodach można iść tylko pojedynczo i nie ma tam poręczy. Mia bierze wdech i zaczyna się wspinać.

Wydaje się, że po przeciągającej się wspinaczce wąska klatka schodowa kończy się, a na schodach widać numer 200. Czy to możliwe, że zaraz będziemy na miejscu? Żadne z nich nie pamięta, ile schodów prowadzi na samą górę.

To jeszcze nie koniec – krzyczy z przodu Jani-Mikko.

Wąski korytarz zmienił się w potężną, mroczną halę. Jesteśmy gdzieś nad kościołem, a schody prowadzą nadal do góry. To jak surrealistyczny sen.

– Nie dałoby się tutaj wejść, będąc w gorszej kondycji albo z dziećmi – wzdycha Mia.

240, 260, 280...

Dopiero około numeru 400 z góry zaczęło obiecująco przedzierać się światło. Jesteśmy na szczycie! Uśmiech nie schodzi im z twarzy.

Mimo nisko wiszących chmur widok jest imponujący. Kolorowe hanzeatyckie kamienice wyglądają zabawnie z tej perspektywy. Złote zdobienia wysokiej wieży ratusza wydają się być bardzo nisko.

Droga na dół z wieży nie jest ani trochę łatwiejsza niż wspinanie się.

Po dotarciu na dół Mia i Jani-Mikko wybuchają śmiechem.

Jak powstrzymać to dygotanie nóg? – śmieje się zadowolona Mia.

Oboje mimo to są zgodni, że to przeżycie było zdecydowanie warte wysiłku.

Ale teraz trzeba rzeczywiście na chwilę usiąść – dodaje Mia.

Idealne miejsca do siedzenia można znaleźć niedaleko, nad brzegiem Motławy. Na oszklonym tarasie naprawdę nie jest zimno, szczególnie kiedy obok migoczą płomienie lampy gazowej. Po deptaku nad brzegiem rzeki spacerują ludzie. Jest przyjemnie.

Kiedy starszy mężczyzna wchodzi z różami, Jani-Mikko kupuje od niego dwie róże dla Mii.

Obchodzimy przy okazji moje urodziny, które wypadają za kilka dni, a w sierpniu mieliśmy też rocznicę ślubu – uśmiecha się Mia.

Mia i Jani-Mikko często jeżdżą do Szwecji, bo mieszka tam brat Mii. Poza tym ma tam też innych krewnych, ponieważ jej ojciec jest Szwedem.

Tak naprawdę to częściej bywamy w Sztokholmie niż w Helsinkach, gdzie w zasadzie nigdy nie mamy żadnych spraw do załatwienia – mówi Jani-Mikko.

W czasie wyjazdów para zazwyczaj zwiedza bez dokładnego harmonogramu. Wystarczy, że ustali się wcześniej kilka miejsc do zobaczenia.

Będziemy korzystali z Karty Turysty. Chcielibyśmy zwiedzić średniowieczny Żuraw. Z kolei w Domu Uphagena można by zobaczyć, jak żyli tutejsi zamożni mieszczanie. Poza tym fajnie byłoby pochodzić po sklepach – wymienia Mia.

Na gdańskiej starówce czas można spędzić na przechadzce i oglądaniu pięknych kamienic. Wydaje się, że w każdej z nich znaleźć można zadziwiające detale – od malowideł ściennych, przez rynny zakończone lwimi głowami po płaskorzeźby. Mia nie przestaje pstrykać zdjęć.

Wieczorem para zmierza na wspólną kolację.

Następnego ranka para jest gotowa na kolejne wspinaczkowe wyzwanie  ̶  tym razem na średniowieczny Żuraw.

Przydałyby się okulary przeciwsłoneczne – Jani-Mikko komentuje rozjaśnione niebo.

W środku żurawia, który znajduje się nad brzegiem rzeki, można zobaczyć jego mechanizm:

Żuraw był obracany siłą dwóch do czterech osób, które chodziły w środku ogromnych kół – mówi przestraszona Mia.

W Domu Uphagena jest więcej schodów, ponieważ wytworna kamienica została zbudowana na kilku kondygnacjach.

– Jest wspaniała, ale nie do pozazdroszczenia musiał tu być dzień sprzątania – śmieje się Mia.

Po historycznej dawce z samego rana kolejnym punktem dnia było centrum handlowe Galeria Bałtycka, dokąd można dojechać tramwajem. W ogromnym centrum pośród 200 sklepów znajdują się zarówno te znane, jak i mnóstwo innych.

Mikko i Mia wstępują do dużego sklepu z zabawkami, w którym można dostać zabawki i ubranka.

W sklepach sieciowych ceny są porównywalne do fińskich, ale na przykład w aptece jest o wiele taniej – podsumowuje swoje spostrzeżenia Mia.

Dzieci w ramach pamiątek dostaną śliczne piżamy i kilka drobnych niespodzianek.

Ale czy rodzina Rosén-Havia wybierze się kiedyś do Gdańska z dziećmi?

Byłoby świetnie zabrać dzieci do muzeum morskiego, w którym jest osobna część przeznaczona dla dzieci. Na pewno spodobałoby im się małe muzeum zabawek i ZOO. W ciepły dzień można by też pospacerować po sopockich plażach – planuje Mia.

Jednak chyba jeszcze następnym razem przyjedziemy tu tylko we dwoje – kontynuuje Mia i zerka na Janiego-Mikko, który potakuje.

Z pewnością jeszcze tu wrócimy.

Są zgodni również co do najlepszego momentu tego wyjazdu.

Oczywiście to była ta straszliwie wysoka wieża. Tego się nie da zapomnieć – wybuchają oboje śmiechem.